Google Analytics – lepsze jest wrogiem dobrego

Google Analytics Już od kilu miesięcy można testować nową wersję Google Analytics, która umożliwia m.in. podgląd statystyk w czasie rzeczywistym. Mimo niezaprzeczalnych plusów nowego interfejsu jakimi są większa użyteczność oraz łatwiejszy dostęp do danych. To jednak zniknęła funkcjonalność z której korzystałem każdego dnia, która ułatwiała niesamowicie pracę i powodowała dużą oszczędność czasu.

Zważywszy na to, że od paru dni nowy system jest uruchamiany domyślnie, to w niedługim okresie czasu stanie się on jedynym dostępnym interfejsem, czym jestem zaniepokojony…

Posiadając kilkadziesiąt stron podpiętych w kilka grup reklamowych wielkim ułatwieniem jest podsumowanie wyświetlane od razu po zalogowaniu się (korzystając oczywiście ze starego interfejsu). Parę minut po północy można w łatwy sposób sprawdzić czy grupy rozwijają się prawidłowo, czy zanotowano wielki wzrost albo spadek któremu trzeba się dokładnie przyjrzeć.

W nowym designie? Godzina w plecy, którą trzeba poświęcić by podsumować wszystkie domeny i grupy.

W internecie kupujesz czas

Klient nasz Pan. Wykonawca sługa. Jeżeli my spóźnimy się z datą oddania projektu, wykonaniem któregoś milestone na czas. Spóźnienie paro-godzinne. Natychmiastowo klient zwraca nam na to uwagę, i żąda rabatu w związku z tym małym opóźnieniem. Gdy jest to duże opóźnienie z naszej strony to klientowi można przyznać rację, i udzielić mu rabatu. Ile razy jednak opóźnienie nie zależało od wykonawców?

Może ja biorę takie pechowe projekty że 80% opóźnień w realizacji wynika z całkowitej winy klienta, ponieważ ten nie dostarczył potrzebnych materiałów na czas.  nam całkowicie listę zaplanowanych prac, nie tylko dla niego ale też innych klientów.

W momencie kiedy klient obliguje się dostarczyć jakieś materiały na konkretny termin określamy co możemy zrobić przed tą datą, a co będziemy wykonywać później. Klient spóźnia się 3 dni. Termin oddania wydłuża się o 3 dni. Co to oznacza? Że pracujemy dla tego klienta 3 dni dłużej, nic nie robiąc i nie mając żadnego zysku z tego. Można zająć się za coś innego, ale w momencie gdy to zrobimy nasz terminarz wykonywania prac zmieni się w innych projektach. Okaże się że coś zrobiliśmy szybciej, ale inny milestone będzie opublikowany tydzień później, bo mamy zaległego klienta. Więc przesuwamy pracę innym klientom, im to się nie podoba, to znowu coś przesuwamy i nasz terminarz szlag trafia!

Przypuśćmy że Klient przychodzi po sklep internetowy, cena to 30 000zł i 30 dni pracy. Klient nie kupił sklepu! Klient kupił czas firmy, zapłacił za 30 dni pracy, nie za sklep! Płaci 1 000zł za jeden dzień pracy naszej firmy. W momencie gdy termin oddania projektu wydłuża się o 7 dni to jesteśmy już stratni na tym projekcie 7 000zł. Czas ma niesamowitą wartość, i nie bez powodu wszystko co jest wykonywane w internecie jest „Usługą”, a nie „Towarem”.

Programowanie, tworzenie grafiki, pozycjonowanie, reklama – wszystkie te zajęcia pochłaniają czas, i efekt finalny jest liczbą godzin poświęconych projektowi.

Także nie wolno się bać dodawać do umów punktów o karach dla klientów w momencie nie wywiązania się przez nich z terminów, i informować o tym w rozmowie z klientem jeżeli zbliża się data złożenia materiałów przez niego.

Trzymanie się terminarzu jest najważniejsze w każdej wykonywanej pracy, wystarczy gdy przesuniemy jedną godzinę, i automatycznie cały terminarz nam się zmienia. Każdy musi spać, i większość ludzi wypoczywa w weekend. Także pracę trzeba przeliczać na ilość dni/godzin poświęconych na wykonanie zlecenia, wtedy napewno nie będziemy stratni, a projekty będą realizowane w terminie.

Ilość pracy przy jednym serwisie

Twoja firma dostaje zlecenie na wykonanie sporego serwisu społecznościowego(teraz chyba tylko takie serwisy powstają, sa komentarze to jest to społecznościówka). W tym momencie zawsze wszystko się sypie. Zdajesz sobie ile jest roboty i ilu pracowników potrzebujesz by zaspokoić potrzeby klienta.

Pierwszy etap to spisanie briefa, oczywiście klient nie wie czego chce więc czytasz w jego myślach i analizujesz dziesiątki maili które wymieniliście. Jest pierwszy szkic, idzie do klienta by się dowiedzieć czy o takie coś mu chodziło. Jeżeli jesteś dobry, udało Ci się odgadłeś zamierzenia klienta. Jesteś kiepski, zaczynasz od początku ten etap bogatszy o nowe doświadczenie czego klient nie chce. Na szczęście dzisiejsza szkoła kształci świetnych specjalistów do odczytywania czego nauczyciel od Ciebie wymaga, niesamowicie się to przydaje przy rozmowach z klientami. Mówi A ale tak naprawdę chodzi mu o C i Z pomieszane z B. Jesteś dobry, odgadniesz to.

Dalej, mamy brief, czas spisać dokumentacje funkcjonalności. W briefie uwzględniłeś monetaryzację serwisu, teraz musisz ustalić jak to sprzedać użytkownikom.  Z jakich opcji użytkownicy będą chcieli korzystać, co jest tylko dla lansu i gdzie jest prawdziwa siła tego serwisu. Klient tego nie wie, Ty musisz przeanalizować target za niego. Dokumentacji nie ma sensu posyłać klientom, jest tylko na wewnętrzny użytek firmy. Klient jej nie zrozumie.

Jeden obraz za tysiąc słów, więc robimy prototyp. W co użytkownicy mogą kliknąć, co się pojawi na ekranie. Każda podstrona, każdy formularz. Jak klient kompletnie się nie orientuje robimy mu nawet szkic podstrony na której znajduje się tylko regulamin, a co! Trwa ustalanie szczegółów, jakie elementy gdzie powinny zostać rozmieszczone. Jest to nieskończona pętla która trwa przez cały etap realizacji projektu, Twoim zadaniem jest przekonywanie klienta że kompletnie nie ma racji. Musisz być kulturalny, analizować. Długie zastanawianie się podczas rozmowy jest na Twoją korzyść(myśl wtedy o jakimś dylemacie – iść do McDonalds czy KFC).

Prototyp który został zatwierdzony robisz na nowo, udoskonalasz go(bez wiedzy klienta, po co narażać się na dalsze dyskusje) i wysyłasz go do grafika. Przepraszam, nie, do człowieka obsługującego photoshopa i tak sterujesz jego ręką, określasz wygląd, kolory, styl. Nie pozwól grafikowi decydować o wyglądzie serwisu, bo będziesz się tłumaczył klientowi. Najlepiej nie współpracuj z Artystami i osobami po ASP.

W międzyczasie rozmawiasz z programistą o sposobie realizacji tego serwisu. Nawet nie waż się wspomnieć o optymalizacji, dużym obciążeniu, programista ma zawsze się za boga i jest to dla niego oczywista oczywistość. Oczywiście programista ma to w 4 literach bo nikt nie jest mu w stanie podać wąskiego gardła które miałby uwzględnić przy projektowaniu bazy danych więc robi wszystko na oko. Współpraca z programistami jest okropna, najlepszy byłby klepacz kodu ale bez doświadczenia serwis wywali się przy dwóch userów on-line, więc jesteś skazany na profesjonalistę(przepraszam, skazany na Boga).

Programista dogada się z grafikiem? Nie licz na to! Pomiędzy nimi musisz być Ty i front developer. Z gościem od cięcia na szczęście jest najmniej problemów, nie ma kompletnie nic do powiedzenia. Ma pociąć tak by wszystko grało w IE, Firefoksie, Chrome, jego zadanie na tym się kończy.

Serwis został poskładany, zaczyna działać. Koniec? Gdzie tam! Teraz zaczyna się prawdziwa praca. „Panie Marcinie a jak najlepiej wypromować nasz serwis”, przedstawiasz mu strategie najlepsze dla tego serwisu. Świetnie! Robimy kampanie reklamową…

Na szczęście przy pisaniu dokumentacji funkcjonalnej uwzględniłeś wszystkie nowinki dt. SEO. Jakby było inaczej to tworzysz serwis na nowo, albo przepłacasz 100x u pozycjonera.

SEO to najłatwiejsza forma promocji strony, ale trzeba przygotować jeszcze informacje prasowe, zlecić przygotowanie banerów. Znaleźć serwisy w których WARTO się promować. Zacząć udzielać się na forach.

Kampania się udała i…. telefon. Panie Marcinie serwer wolno chodzi. Szukamy dla klienta serwera dedykowanego i budzimy programistę o drugiej w nocy(dobra, nie budzimy on i tak nie sypia, prawda?). Programista ma za zadanie znaleźć wąskie gardło, jak najszybciej i wprowadzić poprawki. Dostajesz też kontakt do dobrego administratora serwera który będzie musiał skonfigurować serwer pod obciążenie i poprawki wprowadzone przez programistę(dodatkowe moduły, odpowiedni userzy, serwery statyczne).

Użytkownicy zaczeli zgłaszać błędy. Jest godzina 2:00 gadasz z programistą, grafikiem i adminem serwera że trzeba wprowadzić poprawki bo to jedyna godzina kiedy jest mało użytkowników na stronie i nikt nie odczuje chwilowego wyłączenia wszystkiego.

Kogo potrzebujemy? Programisty, grafika, front developera, pozycjonera, copywritera, specjalisty od reklamy w serwisach, osoby od researchu.

Powyższa wersja jest tą optymistyczną kiedy potrafisz zgadywać potrzeby klienta. I My to robimy!